Biuro Stołecznego Konserwatora Zabytków

Biuro Stołecznego Konserwatora Zabytków

Warszawskie łazienki przed wojną

opublikowano: Środa, Kwiecień 7, 2021 - 09:10, mlan

Nie chodzi o Królewskie, ale o domowe pomieszczenia służące utrzymaniu czystości. To niezbyt oczywisty przedmiot zainteresowania konserwatorskiego. Czy możliwe, aby po fali powszechnych remontów ocalało ich oryginalne przedwojenne wyposażenie? Okazuje się, że czasami można je jeszcze napotkać.

fot. ul. Sewerynów 3 - glazura w najmodniejszym przed wojną kolorze. Fot. BSKZ

To, że łazienka w budownictwie okresu międzywojnia stanowiła już integralny element każdego mieszkania, wydaje się dziś powszechnym przekonaniem. Niezupełnie słusznie. Pomimo dążeń architektów do zapewnienia najtańszego lokum, dostępnego nawet dla biedniejszej warstwy społeczeństwa, wydzielona łazienka (w przeciwieństwie do samego pomieszczenia wc) była nadal trudno osiągalna. Wynikało to z ograniczeń metrażu, jak i z wysokich kosztów wykonania instalacji wodno-kanalizacyjnej. I tak np. w nowoczesnym skądinąd projekcie Heleny i Szymona Syrkusów wielorodzinnego osiedla WSM na Rakowcu, w mieszkaniach jednoizbowych z kuchnią, jedynie na specjalne życzenie lokatora i tylko na jego koszt, istniała możliwość zainstalowania kratki w podłodze (w przedsionku kuchni, obok zlewu) służącej urządzeniu prysznica.

Łazienka w katalogu

Co innego, jeśli chodzi o domy czy wielorodzinne budownictwo spółdzielcze, o wyższym standardzie. Z przekazów znamy te najbardziej luksusowe, będące projektami architektów Barbary i Stanisława Brukalskich czy Lucjana Korngolda. Uwiecznione zostały na fotografiach w ówczesnej prasie, a nawet w kadrach filmowych, np. „Dwie Joasie” z 1935 r.

Przedwojenne czasopisma „Wnętrze”, czy pojedyncze numery „Domu Osiedla Mieszkania”, dokumentowały ich wygląd, a o szczegółach wyposażenia sanitarnego można było przeczytać w reklamach. Prezentowane łazienki są przestronne, zwykle z oknami, które zapewniały naturalne światło i wentylację. Dominują w nich gładkie, odbijające światło powierzchnie, co pogłębia wrażenie sterylności i jest niewątpliwie wyrazem nowoczesnej dbałości o higienę. Przeważają ściany wyłożone kwadratowymi płytkami glazury, do ok. 2/3 wysokości pomieszczenia. Uwagę zwracają duże lustra bez ram i uchwyty na ręczniki z cienkich stalowych rurek. W łazienkach znajdowało się wyposażenie i sprzęty o kształtach zbliżonych do tych jakie znamy dziś: umywalka na nodze i wanna z armaturą. Mniej oczywiste są bidet, piecyki do podgrzewania wody czy spluwaczki służące wyłącznie do mycia zębów.

Najtrudniej znaleźć oryginalne przykłady wyposażenia ceramiczno-sanitarnego. Były to elementy najszybciej się zużywające i oczywiście najczęściej wymieniane. Większe szanse na przetrwanie do naszych czasów miał wystrój mieszkań komunalnych, które siłą rzeczy były rzadziej remontowane, niż te pozostające w rękach prywatnych. Przeszkodą uniemożliwiającą czasami wymianę były np. niebywale ciężkie żeliwne wanny. W niektórych mieszkaniach dotrwały więc do naszych czasów (np. wanna przy ul. Tynieckiej).

Oczywiście gorseciki


Tym, co ocalało są najczęściej posadzki. I nie jest specjalnym zaskoczeniem, że wykorzystywano do ich ułożenia modne kolorowe gorseciki. Zarówno różnobarwne, łączone w dywanowe wzory (ul. Opoczyńska, Konopczyńskiego), jak i jednobarwne (czarne - ul. Sewerynów). Stosowano także mozaikę, pasy lub czarno-białą szachownicę z większych płytek. Do dziś można spotkać płytki podłogowe w formie plastra miodu, w jasnobeżowej kolorystyce, którym towarzyszą białe, kwadratowe kafle na ścianach (ul. Hoża 27a). Zachowane wnętrze łazienki przy ul. Racławickiej 17, czy Sewerynów 4 ukazuje także płytki narożne o wyoblonych krawędziach, nadające wnętrzu miękkości i świadczące o dbałości o szczegóły.

Co było modne?

Jakie kolory były modne? Barwne ilustracje stanowiły rzadkość, jak np. fotografia łazienki w luksusowej willi gwiazdy kina Jadwigi Smosarskiej. Czarno-białe zdjęcia pozwalają jednak dowiedzieć się więcej o aranżacji tych pomieszczeń oraz zidentyfikować autentyczne elementy zachowanego wystroju.

Na podstawie opisów prasowych i autentycznych, zachowanych przykładów, możemy przyjąć, że jednym z najpopularniejszych połączeń była ciemna posadzka (lub z elementami czerni w pasie cokołu) i ścian wyłożonych płytkami - wcale nie w laboratoryjnej bieli. Absolutnym hitem były płytki zielone (seledynowe)!
Takie rozwiązania zachowały się w kamienicach przy ulicach Sewerynów, Racławickiej czy Tynieckiej (w formie dekoracyjnego pasa).

Producentem modnej glazury były zakłady ceramiczne „Józefów” w Czeladzi. Warszawskie przykłady pochodzą więc zapewne w większości od tego producenta. W katalogu firmowym z 1935 r. można odnaleźć kilka odcieni płytki 15x15 cm w zielonym kolorze (płytki z ul. Tynieckiej). A prezentowane wzornictwo prawie nie ustępuje współczesnemu. Zielone płytki znalazły się nawet na okładce folderu i na reklamowej grafice ukazującej nowoczesny taras zimowy o ścianach wyłożonych seledynową glazurą z poziomymi pasami w trawiastym odcieniu. Takie płytki musiały być „must have” dla posiadaczy modnych wnętrz.