Biuro Stołecznego Konserwatora Zabytków

Biuro Stołecznego Konserwatora Zabytków

Haki i pierścienie, tyle pozostało...

opublikowano: Wtorek, Sierpień 20, 2019 - 15:40, kzawila

Na elewacjach wielu kamienic położonych przy ciasno zabudowanych śródmiejskich ulicach – Jasnej, Mazowieckiej czy Szpitalnej, do dziś można zauważyć rozmieszczone dość wysoko mocne stalowe haki, a czasem też i pierścienie. Kiedyś spełniały jakąś rolę, były do czegoś potrzebne, o czym świadczy ich w miarę rytmiczne rozmieszczenie, jak i to że są wmurowane na mniej więcej tej samej wysokości mimo, że zobaczyć je można na znacznie oddalonych od siebie obiektach.

fot. Trolejbus skręcający z Kredytowej na pl. Małachowskiego 1946 r. W tle odbudowa kamieni Raczyńskich Fot. W. Wolny, archiwum BSKZ

Dziś trudno odgadnąć ich pierwotne przeznaczenie, a przecież jeszcze kilkadziesiąt lat temu były… elementem systemu komunikacyjnego miasta. Bo te haki i pierścienie podtrzymywały przewody elektryczne sieci zasilającej w energię elektryczną trolejbusy warszawskie.

 

Jeszcze podczas działań wojennych w marcu 1945 r. Związek Radziecki przekazał w darze Warszawie 30 używanych trolejbusów, z których udało się uruchomić 15. Z początkiem 1946 r., 5 stycznia rozpoczęły regularne kursy linii A i B. Później, w 1948 r. w ramach porządkowania oznaczeń systemu komunikacji miejskiej tramwajom przyznano numery 1 – 49; trolejbusom 50 – 99; autobusom od 100 wzwyż. Od numeracji trolejbusów zaczynającej się od 50 Wiech ukuł określenie „wiek trolejbusowy”, które weszło do żargonu warszawskiego.

 

Trolejbusy kursujące w centrum miasta wielokrotnie na swej trasie przecinały się z liniami tramwajowymi. Krzyżowanie się sieci było niezmiernie uciążliwe. Nader często dochodziło do spięć i awarii (trolejbusy podskakiwały na nierównościach torowisk, pałąki odłączały się od trakcji, uderzały o trakcję tramwajową…) co wywoływało widowiskowe snopy iskier. Trolejbus bezradnie stawał po kilku metrach, blokował ruch, zaś kierowca, używając gęsto niecenzuralnych słów, usiłował pociągając za specjalna linę z tyłu pojazdu trafić pałąkiem w przewód zasilający. Spadające lejce, albo szelki, jak nazywano przewody zbierające prąd z sieci były piętą achillesową trajtków, trajlusiów i jak tam jeszcze nazywała je warszawska ulica, życzliwie zdrabniając nazwę trolejbusów. Często dochodziło do takich zdarzeń u zbiegu Kruczej i Alej Jerozolimskich (linia 53), Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej (chyba 56), zresztą nie trzeba było nawet przeszkody w postaci sieci tramwajowej, „szelki” potrafiły odpaść od trakcji ot tak sobie "bez dania racji".

 

Od czasu przekazania przez Związek Radziecki Warszawie owych 30 trolejbusów do uruchomienia pierwszej linii minęło zaledwie 9 miesięcy! W tym czasie trzeba było oczyścić projektowaną trasę (linia A: Plac Unii Lubelskiej – Aleja Stalina (czyli Aleje Ujazdowskie) – Nowy Świat – Piękna – Krucza – Trębacka. Linia B: Aleja Stalina – zajezdnia przy ul. Łazienkowskiej) z niewypałów i gruzu, usunąć zagrożenia w postaci niestabilnych wysokich ruin, zbudować podstacje energetyczne do zasilania sieci oraz zbudować samą sieć zasilającą. Sieć trolejbusową rozpinano używając jako podpór ocalałych solidnych kamienic warszawskich – w ich ścianach wiercono lub raczej wybijano otwory, w których osadzano na mocnej zaprawie cementowej wspomniane haki bądź pierścienie. Gdy zabrakło w jakimś miejscu ściany w niedużej odległości, wówczas umieszczano tam mocny słup kratownicowy, czasem zwieńczony pastorałem latarni; do takiego słupa podwieszano sieć trakcyjną. Smukłych latarni warszawskich, zapewne z obawy o ich wytrzymałość, nie używano do mocowania sieci.

 

Ostatni trolejbus kursowy (linia 52) przejechał przez centrum Warszawy w 1973 r. Przy okazji, trolejbusy kursowały na trasie Warszawa – Piaseczno w latach 1983 – 1995, ale to zupełnie inna historia. A w centrum, zaraz po 1973 r. nastąpiła likwidacja infrastruktury. Usunięto podstacje, zdjęto sieć zasilającą, wycięto słupy trakcyjne. Zdawałoby się, że nic już nie pozostało po dawnych „trajlusiach”. Ale jednak nie. Kiedy idziemy rozglądając się ulicami Mazowiecką, Jasną i innymi można jeszcze dzisiaj spotkać owe haki i pierścienie niosące niegdyś trolejbusową sieć trakcyjną. Były zbyt drobnym elementem by trudzić się przy ich wycinaniu, dziś urosły do rangi ostatniego świadectwa…Nawet na dawnej kamienicy Raczyńskich przy Placu Małachowskiego która ostatnio uległa głębokiemu remontowi, ocalały dwa spośród haków, pewnie zbyt trudno było je wycinać z granitowych płyt wykładzinowych elewacji, a może do czegoś jeszcze się przydadzą.

 

Czekamy na sygnały od PT. Czytelników może ktoś znajdzie taki hak, albo nawet słup trakcyjny, którego autorowi zlokalizować się nie udało. Może ta sztuka uda się komuś z Państwa?

 

Informacje proszę kierować na adres: jchmurska@um.warszawa.pl

 

Autorem artykułu oraz współczesnych fotografii jest Antoni Oleksicki, pracownik naszego Biura